Jak inwestować w złoto i srebro

wtorek, 26 maja 2015

Czyli wady i zalety social trading na Etoro


Etoro

 

Etoro jest jak facebook dla inwestorów. Każdy użytkownik zamiast nowych fot zamieszcza na nim swoje wyniki finansowe lub najlepsze transakcje. Zapytacie – po co nam kolejny facebook? Ponieważ Etoro ma jeszcze jedną ciekawą funkcjonalność – pozwala automatycznie kopiować transakcje najlepszych graczy giełdowych na świecie i na nich zarabiać. 

 

Social Trading to dość oryginalna alternatywa dla funduszy inwestycyjnych kasujących spore opłaty i prowizje. Tak samo jak porównywarki cenowe sprowadziły na ziemię ceny elektroniki, tak Etoro jest w stanie poważnie zaszkodzić wielkim funduszom inwestycyjnym.


Wyobraźmy sobie Kowalskiego, który ma do wyboru albo wrzucić pieniądze na fundusz akcji dający średnio 5-10% rocznie, albo lokatę bankową (obecnie 2%), albo inny zdzierski wynalazek jak polisa inwestycyjna czy lokata strukturyzowana. Dajmy mu jeszcze możliwość zainwestowania dowolnej kwoty w gracza giełdowego, który osiąga od kilku lat 30-90% zwrotu bez względu na to czy akcje idą w górę czy w dół i wybór staje się interesujący. Jeśli do tego dodamy, że nic nie płaci temu graczowi, a jedyny koszt jaki ponosi to standardowe opłaty za zakup czy sprzedaż akcji lub walut (nie więcej jak 1%, podczas gdy fundusze kasują za to do 5%), to propozycja Etoro jest bardzo kusząca.

 


 

 

Zacznijmy od zalet:

 

1.  Możliwość wyszukiwania najlepszych graczy i automatycznego kopiowania ich. Możemy wyszukiwać ich po wielu kryteriach. Najoczywistszym jest szukanie po zyskach, które osiągają, ale nie należy zapominać, że jest możliwość szukania po największych stratach jakie osiągnęli, bo nie ma takiego, który nigdy nie traci. Jeżeli ktoś nie lubi rynku forex, to może wybierać tylko graczy, którzy inwestują na giełdzie. Jeżeli ktoś nie ma ochoty porozumiewać się w obcym języku, może szukać osób z danego kraju, np tylko z Polski. Możemy również zaznaczyć, by pokazywano nam, czy dana osoba zweryfikowała swoją tożsamość, co daje poczucie bezpieczeństwa, że nie inwestujemy w Ziutka z Paszczyszyna, który nie istnieje. Filtrów jest naprawdę sporo: liczba osób kopiujących danego gracza, liczba tygodni aktywnych na rynku, ryzyko (niskie, średnie, wysokie), liczba zyskownych transakcji, kwota zainwestowanych pieniędzy i wiele innych. Na tę chwilę (czerwiec 2015) Etoro ma 136 tysięcy aktywnych użytkowników, z czego 79 tysięcy korzysta z funkcji kopiowania innych graczy.

Ta zaleta jest także oszczędnością czasu. Często słyszę od znajomych, że nie opłaca im się inwestować na rynkach finansowych, ponieważ to wymaga sporego zaangażowania i czasu, a 10% zwrotu w zamian nie jest wcale tego warte. W Etoro nie trzeba poświęcać lat praktykowania, by handlować jak profesjonalista z wieloletnim stażem. Wystarczy kliknąć kopiuj, a reszta się robi automatycznie. To moim zdaniem nowatorska funkcjonalność, na której serwis daleko zajedzie.

 

2.  Druga zaleta, to finansowe bonusy za depozyt (od 5% do 50%) – innymi słowy w zależności od promocji można dostać do 50% na starcie za samo wykonanie przelewu na swój rachunek Etoro. Brzmi jak Amber Gold, ale Etoro nie jest firmą krzak. Swoje udziały ma w nim Commerzbank - duży bank Niemiecki. Jest to typowy przykład start-upu, który uzyskał duże finansowanie na rozwój. Widać, że te pieniądze są pompowane w wartość depozytów, czyli pieniędzy inwestowanych za pośrednictwem Etoro. Nie wchodząc w szczegóły – im więcej depozytów, tym bardziej cenna jest firma i właściciele mogą ją drożej sprzedać za kilka lat wielkim bankom lub firmom inwestycyjnym. 


Co to oznacza dla Kowalskiego? Może zainwestować 10.000 zł i dostać 5000 zł zysku na dzień dobry, aby reinwestować go dalej. Jednak wszystkim, którym zaświeciły się monety w oczach, przestrzegam, że w regulaminie takich promocji Etoro zastrzega, że cofa bonus, gdyby ktoś chciał wypłacić te pieniądze. To jest darmowy kapitał do obracania, ale nie jest to darmowa gotówka, którą można sobie szybciutko wypłacić i przejeść. Niemniej jednak dostać darmową gotówkę na inwestycje zawsze jest miło. Etoro ma większy kapitał pod swoimi skrzydłami, a użytkownik więcej pieniędzy. Oczywiście milionów na obracanie w ten sposób nikt nie dostanie. Istnieją limity rzędu kilku tysięcy dolarów w zależności od promocji.

 

3. Zwiększanie bonusów - dobra wiadomość jest taka, że nowego klienta czeka kilka takich bonusów przy każdym nowym depozycie. Nie warto więc przelewać od razu dużych pieniędzy na swoje konto. Kilkaset dolarów do tysiąca na start wystarczy. Potem Etoro często przysyła maile z dedykowanymi dla danego użytkownika ofertami z coraz to nowymi bonusami za nowe depozyty. Na przykład tydzień temu otrzymałem maila dzięki któremu mogę otrzymać do 4000$, czyli w dniu dzisiejszym ok. 15 000 zł. Aby otrzymać taki bonus należy zdeponować w Etoro minimum 38 000 zł. Nie wiem, kiedy te bonusy się skończą, bo z pewnością nie będą trwać wiecznie. Póki co można również skorzystać z dodatkowej promocji - jeśli założy się darmowe konto z polecenia i wpłaci na nie minimum 200$, otrzyma się 100$ gratis. 


4. Szeroki wachlarz inwestycji - w Etoro można handlować walutami, akcjami kilkuset zagranicznych spółek z różnych krajów oraz surowcami (złoto, ropa itp.). Można grać zarówno na spadki jak i wzrosty. Można również korzystać z dźwigni, ale to raczej opcja dla zawodowców. Z drugiej strony w zawodowców też można zainwestować pieniądze na Etoro kopiując ich. 


5. W Etoro można kupować ułamki akcji lub innych aktywów - można na przykład kupić 3,27 akcji Disneya zamiast trzech. To pozwala w pełni wykorzystać inwestowane pieniądze.


6. Na Etoro można zarabiać stały dochód - pod warunkiem że jest się dobrym inwestorem. Jeżeli dużo ludzi kopiuje Twoje inwestycje, to Etoro wypłaci Ci stałą pensję plus część prowizji od transakcji. Można otrzymać 350$, 1000$ lub 2% wszystkich aktywów rocznie, co oznacza, że jeśli ludzie zainwestują w Ciebie łącznie milion dolarów, a nie wydaje się to nieprawdopodobne na tak dużym serwisie, to możesz spokojnie rzucić pracę.

 


Tabela zarobków dla kopiowanych graczy Etoro (maj 2015)

 

7. Aplikacja na Androida i iOS


8. Można się poczuć jak finansowy guru. Etoro pozwala wcielić się w rolę szefa, który ma swoich pracowników-traderów i przydziela im swoje pieniądze. Jeśli ktoś się nie sprawdza, jednym kliknięciem można go zwolnić lub dać więcej godnemu zaufania handlowcowi, który skutecznie pomnaża pieniądze. Można poczuć się jak Pan i Władca, albo jak Venture-Kapitalista, który inwestuje w nowych przedsiębiorców. Wcale nie trzeba mieć milionów, aby w ten sposób korzystać z Etoro. 


W zaletach mógłbym opisać jeszcze darmowe szkolenia, bezpieczne połączenie szyfrowane, czy darmowe konto, ale to oferuje dziś prawie każdy.

 

Wady:


1. Język angielski to podstawa. Choć można zobaczyć polski interface, to trudno poruszać się po serwisie bez znajomości angielskiego. Z pomocą idą inwestorzy z Polski, którzy budują swoją bazę kopiujących, na przykład Dawid Kwiatkowski, ale nie ma ich dużo. Na chwilę obecną (maj 2015) jest ich 263.


2. Nie można inwestować w Polskie akcje ani inne mniejsze rynki. Nie można inwestować również w złotówkach. Trzeba inwestować w dolarach, euro lub funtach, a to wiąże się z ryzykiem walutowym. Jeżeli zakupione akcje idą w górę, a dolar w dół, to traci się pieniądze, mimo że ma się rację i podejmuje właściwe decyzje inwestycyjne. Na szczęście można się przed tym łatwo zabezpieczyć, stosując tak zwany hedge. Polecam artykuł Michała Szafrańskiego o stosowaniu hedge na rynku forex. Jest napisany bardzo prostym językiem dla osób, które nie mają pojęcia o finansach. Dzięki opisanej przez niego prostej strategi można kupić obcą walutę nie martwiąc się jej kursem. Bez względu na to czy dolar będzie spadał czy rósł, sprzedamy go dokładnie za tę samą kwotę, za którą kupiliśmy. Dzięki temu można spać spokojnie i skupić się tylko na kopiowaniu właściwych graczy giełdowych czy swoich inwestycjach w amerykańskie lub europejskie akcje.


3. Tylko czasochłonne przelewy się opłacają - Etoro oferuje wiele możliwości wpłaty i wypłaty pieniędzy: karta kredytowa, PayPal, przelew i inne. Niestety ze względu na niekorzystne kursy wymiany złotówek na obce waluty nam Polakom pozostaje jedynie dokonać wymiany pieniędzy w jakimś bezpiecznym kantorze internetowym i przelanie ich za granicę po najmniejszym koszcie. W Etoro jest to najbardziej czasochłonna metoda. Wymaga zlecenia na stronie www chęci depozytu, otrzymania numeru do wpisania w tytule przelewu, wysłania obsłudze klienta potwierdzenia przelewu i oczekiwania kilku dni na zaksięgowanie wpłaty. Jeśli liczymy również na bonus, musimy w tej sprawie specjalnie pisać (oczywiście po angielsku), ponieważ bonusy nie naliczają się automatycznie od przelewów tak, jak w przypadku kart czy PayPal.


4. Łopatologiczna obsługa klienta. Konsultanci mają swoje terminy na odpowiedzenie klientowi i posługują się korporacyjnymi procedurami odpowiadając na zapytania. Mają swoje szablony odpowiedzi i często bez zastanowienia używają ich, aby szybko zamknąć sprawę. Przez to trudno się z nimi dogadać jak człowiek. Podam przykład. 


W Etoro można składać tylko dwa rodzaje zleceń: "at market" i "at rate". Dla kogoś, kto inwestuje na GPW to bardzo ograniczone opcje. "At market", to odpowiednik naszego polskiego "po każdej cenie", czyli zlecenie zrealizowane zostanie natychmiastowo po najlepszej możliwej cenie. Natomiast nie było dla mnie jasne czy zlecenie "at rate" działa tak samo jak nasz rodzimy "limit ceny". Napisałem więc w tej sprawie do obsługi klienta. Nadmieniłem, że jestem z innej strefy czasowej. W efekcie zamiast jasnego wytłumaczenia jak działa "at rate" otrzymałem informację o godzinach otwarcia amerykańskich giełd. Oczywiście napisałem ponownie, ale im bardziej dopytywałem o mechanizm działania zleceń "at rate", tym bardziej dochodziłem do wniosku, że obsługa sama do końca nie wie, jak działa to zlecenie w pewnych warunkach i nie była w stanie odnieść się do moich konkretnych przykładów ich zastosowania. Podsumowując - bywa z nimi ciężko.

 

Podsumowanie

 

Zalety Etoro:


1.  Możliwość wyszukiwania najlepszych graczy i automatycznego kopiowania ich

2.  Finansowe bonusy za depozyt (od 5% do 50%) – innymi słowy w zależności od promocji można dostać do 50% na starcie 

3. Dodatkowe bonusy za dodatkowe depozyty i 100$ za założenie konta z polecenia

4. Szeroki wachlarz inwestycji

5. W Etoro można kupować ułamki akcji lub innych aktywów 

6. Na Etoro można zarabiać stałą pensję

7. Aplikacja na Androida i iOS

8. Można się poczuć jak finansowy guru

 

Wady etoro:


1. Bez języka angielskiego ciężko poruszać się po serwisie. Można liczyć jedynie na pomoc użytkowników z Polski.

2. Nie można inwestować w Polskie akcje ani inne mniejsze rynki. Nie można inwestować również w złotówkach.

3. Wpłaty i wypłaty opłacają się tylko poprzez czasochłonne przelewy.

4. Uciążliwa obsługa klienta

 

 


niedziela, 16 czerwca 2013

Z racji wykonywanego zawodu mam zboczenie na punkcie automatyzacji. Jeśli coś może zrobić się samo, to ja głosuję za tym zawsze dwoma rekami. Podobnie entuzjastycznie podchodzę do wszelkich systemów automatycznego inwestowania.

Nie zmywam sam naczyń, mam od tego zmywarkę. Nie płacę za rachunki – używam polecenia zapłaty lub stałych zleceń, które zapłacą za mnie rachunki samoistnie. Dla wielu ludzi, to niebezpieczny brak kontroli nad tym komu i kiedy się płaci, ale dla mnie to idealne rozwiązanie, bo nie mam czasu i pamięci do tego, aby płacić rachunki. Poza tym prawie nigdy nie pamiętałem, aby zapłacić je na czas. Zawsze płaciłem albo za późno, co kończyło się odsetkami karnymi, albo za wcześnie co kończyło się utratą odsetek bankowych. Polecenia zapłat zlikwidowały ten problem. Wychodzą dokładnie w terminie płatności.

Podobnie jest z automatycznymi systemami inwestowania. Niedawno opisywałem pomysł na automatyczne oszukiwanie systemu BullionVault, który wymaga jednak sporych nakładów finansowych i wiedzy programistycznej. Jednak są znacznie prostsze i przystępniejsze sposoby automatyzacji inwestowania. Ktoś mógłby powiedzieć, że to brak kontroli w razie nagłych zdarzeń rynkowych. Ale moim zdaniem nagłe zdarzenia rynkowe zawsze były i zawsze będą, a nerwowe reagowanie na nie może przynieść więcej szkody niż ratunku. Trzeba mieć stały, nudny plan inwestowania i się go trzymać długofalowo.

Uśrednianie ceny zakupu to jedna z najprostszych technik inwestycyjnych pozwalająca zwiększać zyski i zmniejszać ryzyko pod warunkiem stosowania przez długi okres. Brakuje mi takiej możliwości na inwestowanie w metale szlachetne. Żaden z polskich dealerów nie wpadł na pomysł programów systematycznego zakupu metali szlachetnych w bezpiecznej fizycznej formie. Nie chodzi mi o jakieś 10-letnie programy ze zbójeckimi prowizjami za zerwanie umowy, tylko na przykład coś tak banalnego jak postanowienie, że co miesiąc wysyłam automatycznie mojemu dealerowi powiedzmy 20 zł, a jak uzbiera się taka suma, która pozwala w końcu na zakup jednej uncji srebra czy 10g złota, to dostanę je pocztą.

Dlaczego 20 zł a nie 200zł? Można i milion złotych, jednak należy pamiętać, aby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka, czyli jeśli co miesiąc odkładam na inwestycje 100 zł, to nie więcej niż 10-30% tej kwoty idzie w metale szlachetne. Przeczytaj tutaj dlaczego akurat tyle. Natomiast jeśli odkładam 10 milionów miesięcznie, to milion idzie na zakup złota czy srebra.

Żaden z polskich dealerów nie wpadł dotychczas na taki pomysł, a zagraniczni nie byli zbyt opłacalni. Jedynie BullionVault zdecydował się wprowadzić możliwość automatycznych regularnych zakupów po cenie London Fix czyli prawie bez żadnych spreadów lub marż pomimo zakupu fizycznego metalu. Biorąc pod uwagę, że na przykład w tym banku da się wykonywać stały przelew zagraniczny w euro za 5 zł, jest to warte rozważenia, choć wymaga trochę zachodu.

Zakup w BullionVault zostanie dokonany dopiero, kiedy na koncie uzbiera się 100$, więc przypomina to mój pomysł, gdy uncja jest wysyłana dopiero, gdy na koncie dealera uzbiera się odpowiednia kwota. Trzeba by jednak ustawić na polskim koncie walutowym automatyczny przelew na kwotę równą minimum ekwiwalentowi 100$, aby nie płacić kilkukrotnie opłaty za przelew zagraniczny o mniejszej wartosci.

Jeżeli ktoś ufa kantorom internetowym należącym do polskich spółek bez gwarancji BFG, to może całkowite zautomatyzować ten proces inwestowania w BullionVault. Jeśli nie, to pozostaje czekać aż któryś polski dealer umożliwi to na ludzkich warunkach lub kupować metale szlachetne tradycyjnym sposobem.

 

 

Na koniec w związku z ostatnimi spadkami kursu metali szlachetnych polecam zobaczyć ostatnie obniżki cen złota i srebra na allegro:


WYSZUKIWARKA ZŁOTA LUB SREBRA w allegro.pl

poniedziałek, 27 maja 2013

Chyba każdy wolałby mieć pieniądze, niż nie mieć. Nawet zagorzali hipisi raczej na pytanie „Czy chcesz stówę za darmo?” odpowiedzieliby „Tak!”. Jednak statystyczny Kowalski żyje od pierwszego do pierwszego i nie starcza mu już na odkładanie pieniędzy, oszczędzanie i inwestowanie.

Inwestować trzeba – chyba każdy się z tym zgodzi. Dyskusyjne może być, w co warto inwestować (tutaj moje typy) oraz jaką część oszczędności ulokować w metalach szlachetnych, ale chyba każdy się zgodzi, że inwestowanie jako takie ma sens. Oto kilka sposobów na to skąd wziąć pieniądze na inwestycje w sytuacji, gdy już nic nie zostaje po opłaceniu rachunków.

Zarabiaj w internecie 

1. Programy partnerskie

To głównie sposób na zarabianie przez internet. W większości przypadków nie da się z tego wyżyć, ale przy odrobinie starań można wyciągnąć kilkaset złotych, czyli w sam raz na regularne oszczędzanie.

Teoretycznie, aby zarabiać w ten sposób trzeba mieć stronę internetową. Każdy się czymś interesuje. Jeden książkami, inny rowerami, trzeci sportami ekstremalnymi, a jeszcze ktoś inny gotowaniem. Wystarczy łatwo założyć stronę internetową w darmowym serwisie, jak na przykład ten, w którym piszę (blox.pl) i zamieszczać na niej regularnie ciekawe treści. Nie trzeba ich reklamować, nachalnie wklejać linków gdzie popadnie. Po swoim przykładzie wiem, że jeśli tylko treść jest ciekawa, to Google sam przyprowadzi ludzi, choć wymaga to czasu.

Jeśli jednak ktoś nie czuje się na siłach prowadzić stronę internetową, może podsyłać linki partnerskie mailem lub zamieszczać w serwisach społecznościowych. Nie chodzi o rozsyłanie spamu lub wciskanie czegoś znajomym. Szczerze taką technikę odradzam. Jednak jeśli Twój kolega chce na przykład kupić ubezpieczenie samochodu, to dlaczego zamiast iść do punktu sprzedaży, nie może kliknąć Twojego linku partnerskiego do wyszukiwarki najtańszych ubezpieczycieli, skoro i tak musi z usług którejś firmy skorzystać?

Polecam kilka programów partnerskich, choć jest ich oczywiście znacznie więcej:

System partnerski Bankier.pl – pozwala na polecanie wielu różnych produktów – od kont bankowych, po abonamenty internetowe i telefoniczne. Rozliczenie zależy od firmy. Niektóre płacą za kliknięcie reklamy, inne za podpisaną umowę, jeszcze inne za wypełniony formularz kontaktowy. Warto wejść na tę stronę i zarejestrować się, aby zobaczyć, co można reklamować i ile za to płacą.

System partnerski Google – to opcja reklam tylko dla ludzi ze stroną internetową. Można ewentualnie korzystać z tego systemu zamieszczając swoje filmy na YouTube.

Wyszukaj więcej informacji o systemach partnerskich Google w poniższej wyszukiwarce Google :)

Google

System partnerski opisany w dziale pomocy BullionVault to opcja dla posiadających albo stronę związaną z finansami, albo znajomych zainteresowanych inwestycjami w metale szlachetne. Prowizje serwisu za polecenie wydają się śmieszne (0,25%), ale jeśli ktoś już decyduje się na BullionVault, to idzie do niego z poważną gotówką, więc i prowizja kwotowo jest poważna. Poza tym jest wypłacana od każdej transakcji, a wiadomo, że jeśli ktoś kupił, to musi kiedyś sprzedać, czyli prowizja się podwaja.

2. Perfidne wykorzystywanie banków

Bank wykorzysta Cię bez skrupułów. Nie będzie patrzył na dobro Twojej rodziny. Nie będzie kierował się moralnością. Jeśli tylko będzie ku temu okazja, to zabierze wszystkie Twoje pieniądze, o ile tylko prawo na to pozwoli. Czasem nawet nie będzie oglądał się na to, co jest zgodne z prawem i zaryzykuje, że nie pójdziesz do sądu walczyć o swoje racje. Jeśli ktoś ma wątpliwości, że tak działają banki, powinien poczytać blog Macieja Samcika.

Banki działają w ten sposób, ponieważ są ogromną, bezmyślną maszyną. Nawet, gdybyś przekonał jakiegoś pracownika banku, aby zwrócił Ci pieniądze zabrane na przykład z powodu źle naliczonej prowizji, to nikt z obsługi nie będzie Ci w stanie pomóc, ponieważ systemy korporacyjne na to nie pozwalają. Jednak kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Ty również możesz wykorzystać bezmyślne systemy banków na swoją korzyść. Chodzi o wyszukiwanie wszelkich promocji, które bankowcy wymyślają, aby Cię do siebie zwabić. Zakładają, że zapłacą Ci na przykład 100 zł za założenie konta, a Ty zostaniesz z nimi już na zawsze. Wystarczy, że skorzystasz z takiej promocji i gdy tylko spełnisz wszelkie jej warunki, zamkniesz konto bez skrupułów. 100 zł może nie być warte świeczki, ale jeśli poszukasz kilku takich promocji, możesz uzbierać około 1000 zł rocznie.

W chwili, gdy piszę te słowa najbardziej korzystną promocję oferuje bank BZWBK za otworzenie konta godnego polecenia. Można zainkasować 700 zł rocznie. Mbank za to samo płaci 480 zł. Alior Bank ma często powtarzaną promocję – płaci jednorazowo za otwarcie konta kilkadziesiąt złotych (50-100 zł w zależności od promocji). Warto w poszukiwaniu takich kwiatków przeglądać serwisy typu groupon.pl czy gruper.pl. Tam również docierają rozmaite banki. Swego czasu Raiffeisen Bank oferował 200 zł za otworzenie konta, a Mbank dawał 3000 kredytu bez jakiegokolwiek oprocentowania czy opłat. Wystarczyło te 3000 zł wrzucić na lokatę i zainkasować zysk.

 

3. Każ sobie płacić za produkty finansowe, z których korzystasz

Załóżmy, że musisz sobie założyć konto. Albo myślisz o wzięciu pożyczki. Albo potrzebujesz wziąć kredyt hipoteczny i nie możesz się opędzić od pośredników pokroju Open Finance. Być może zbliża Ci się rata ubezpieczenia samochodu? Normalny Kowalski po prostu idzie do odpowiedniego banku czy ubezpieczyciela i potem płaci za konto, prowizję za kredyt czy ubezpieczanie. Dlatego, że tak właśnie robi, nie starcza mu do pierwszego. Trzeba sobie uświadomić, że każdy bank jest gotów zapłacić za nowego klienta, a następnie uszczknąć coś z tego, że podaje się siebie na tacy. 

Jak to zrobić? Poza promocjami banki nie zaproponują Ci pieniędzy, za skorzystanie z ich usług. Ale zapłacą pośrednikowi, który Cię do nich przyprowadził. Tylko że pośrednik typu Open Finace niechętnie podzieli się z Tobą prowizją. Co nie znaczy, że ja nie mogę tego zrobić. Mogę podzielić się prowizją z każdą osobą, za polecenie której dowolny, wybrany przez nią bank mi zapłaci. Każdy może założyć sobie konto w tym systemie partnerskim, żeby zobaczyć, jaką prowizję dostaję od danego konta, ubezpieczania czy pożyczki oraz ile każdy może sam na tym skorzystać.

Prosty układ:

  • Ty zakładasz na przykład konto, które chcesz lub bierzesz pożyczkę czy ubezpieczanie, które potrzebujesz, a przy okazji inkasujesz pieniądze w postaci prowizji od tych produktów.

  • Ja mam część Twojej prowizji. Co więcej, chętnie założę sobie konto na czyjeś polecenie i zainkasuję część czyjejś prowizji, jeżeli to tylko będzie możliwe.

 

 

4. Kredyt studencki

Studiujesz? Zazdroszczę Ci. Ogólnie kredyt na inwestycje nie jest zbyt bezpiecznym pomysłem. Wyjątkiem jest kredyt studencki, którego oprocentowanie jest śmieszne niskie (obecnie 1,75%). Jeśli jesteś studentem lub Twoje dziecko nim jest, to weź kredyt studencki i zainwestuj te pieniądze choćby banalnie w lokatę. Darmowy zysk bez ryzyka. Warunek jest jeden – nie wydawaj tych pieniędzy na życie. Co miesiąc dostaniesz 600 zł prawie za bezcen. Jeśli zamiast je przejadać będziesz odkładać na lokacie, to po 5 latach studiów masz odsetki od około 30.000 zł. Wystarczy że spłacisz kredyt z owej lokaty, a odsetki są dla Ciebie. Jednak wcale nie musisz się spieszyć z jego spłatą. Możesz poczekać nawet kilka lat po zakończeniu studiów. Co więcej, jeśli jesteś jednym z najlepszych studentów na roku, możesz ubiegać się o umorzenie od 5% do 20% kwoty kredytu. Wystarczy policzyć 5%-20% od 30.000 zł i od razu warto się uczyć.

5. Państwo

Mam kolegę, który pracował pół roku we Francji tylko po to, aby nabyć prawo da zasiłku dla bezrobotnych. Wiele w tym kombinatoryki, ale za ten zasiłek pojechał na wycieczkę swojego życia do Ameryki Południowej. Każde państwo prowadzi jakąś politykę socjalną, którą można perfidnie wykorzystać zgodnie z prawem na swoja korzyść. Pamiętacie zasiłki w wysokości 6000 zł dla ciężarnych prowadzących firmę? Albo dotacje na otworzenie własnej firmy – wystarczy rok prowadzenia działalności, aby nie zwracać pieniędzy. Możliwości jest sporo w całej Unii Europejskiej, wystarczy poszukać.

6. Zwiększyć dochody

Chyba najmniej lubiana opcja, ponieważ dla wielu nieosiągalna. To staroświecka metoda dla wytrwałych, ale najbardziej dochodowa - jeśli zarabiasz za mało, zastanów się jak możesz zarabiać więcej. Może jest jakiś kurs, po skończeniu którego dostałbyś podwyżkę albo lepszą pracę? Albo może jakieś studia? Jeśli jesteś łebski i skończyłeś socjologię, po której nie masz pracy, może warto zainwestować w studium informatyczne? W tej branży o wiele łatwiej o dobrze płatną prace.

A może kupić na kredyt auto lub garaż komuś, kto nie ma zdolności kredytowej i wynajmować ze swoją marżą? Zawsze to kilka dodatkowych złotych, jeśli tylko zabezpieczy się odpowiednio w umowie. A może postarać się o awans lub premię roczną w pracy? Jasne, nie zawsze jest to możliwe, ale może warto spróbować? Odradzam nadgodziny – w życiu chodzi o to, aby pracować mniej i zarabiać więcej, a nie o to, aby zarabiać więcej kosztem czasu z rodziną czy odpoczynku. To droga donikąd. Kosztuje więcej niż zyski, które przynosi.

 

Na koniec w związku z ostatnimi spadkami kursu metali szlachetnych polecam zobaczyć ostatnie obniżki cen złota i srebra na allegro:


WYSZUKIWARKA ZŁOTA LUB SREBRA w allegro.pl  

 

niedziela, 23 grudnia 2012

Inwestorzy, którzy zainwestowali w złoto lub srebro mają tendencję to częstego kontrolowania cen kruszców. Nawet przed zakupem, czyli w chwili kiedy jeszcze mogli obronić się przed potencjalnymi stratami, nie sprawdzali tak często notowań jak po wydaniu pieniędzy. Czy to dobrze, że tak skrupulatnie śledzą wszelkie zmiany na wykresach?

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie warto najpierw znaleźć odpowiedź na inne – czy metale szlachetne są inwestycją krótkoterminową? Jeśli ktoś zainwestował na kilka godzin, powinien kontrolować cenę co kilka sekund. Jeśli ktoś inwestuje na kilka dni, powinien sprawdzać cenę co godzinę – dwie, a jeśli ktoś inwestuje na kilka lat, to wystarczy, że rzuci okiem na cenę raz w miesiącu.

Choć ogólnie każde inwestowanie wymaga spokoju i opanowania, to jednak mało kto potrafi żyć beztrosko po zainwestowaniu sporej sumy. Stąd pokusa, aby sprawdzać notowania swoich inwestycji jak najczęściej. Moim zdaniem ciągłe kontrolowanie cen nie ma najmniejszego sensu. Wystarczy porównać dwa poniższe wykresy, aby przekonać się dlaczego.

Wykres cen złota w PLN. Grudzień 2012

Wykres cen złota w PLN. 22 listopada - 22 grudnia 2012

Pierwszy wykres pokazuje jak bardzo cena złota spadła w ostatnim miesiącu. W ciągu 30 dni z poziomu prawie 5600 zł osiągnęła pułap marnych 5050 zł za uncję. Ktoś kto kupił złoto na początku grudnia musi przeżywać ciężkie chwile. Pewnie wiele takich osób nie wytrzymało napięcia i po ciągłym sprawdzaniu cen i uporczywych przemyśleniach sprzedało swoją inwestycję. Niektórzy odkupili po chwili z nadzieją odrobienia strat i ponownie sprzedali z jeszcze większą stratą. Po co te nerwy? Wystarczy spojrzeć na drugi wykres, aby się przekonać, że prawie 10% spadek cen złota z ostatniego miesiąca, (którego przyczyną jest nałożenie na siebie wyprzedaży w USA i umacnianiem się polskiej waluty) jest prawie niewidoczną, nic nie znaczącą kreską na 10-letnim imponującym wykresie.

Wykres cen złota w PLN. Grudzień 1993 - 2012

Wykres cen złota w PLN. 1993 - 2012

Przez ostatnią dekadę kurs złota wyrażony w PLN regularnie wzrastał. I choć były lata, w których złoto przynosiło straty, nie ulega wątpliwości, że w długim terminie jest to niezwykle opłacalna inwestycja. W złoto i srebro nie należy inwestować na miesiąc czy dwa.

Gdyby spojrzeć na roczne stopy zwrotu w dolarach z inwestycji w złoto w ciągu ostatnich 33 lat, czyli od 1979 roku, okazuje się, że ten metal szlachetny pozwalał inwestorom zarobić średnio 5,36% rocznie, choć w tym okresie bywały lata, kiedy cena złota spadała o 26% i wzrastała o 100%!

Nie inwestuje się w złoto na miesiąc, a częste sprawdzanie ceny może właśnie tak się skończyć, ponieważ ludzka psychika reaguje dużym stresem na straty. Psychologowie wykazali nawet, że jednoprocentowa strata powoduje więcej stresu niż jednoprocentowy zysk przyjemności. Dlatego odradzają długoterminowym inwestorom obserwowanie cen swych inwestycji częściej niż raz na kwartał.

Jeśli zainwestowałeś w złoto, to nie kontroluj zmian cen metali szlachetnych codziennie ani nawet co tydzień. To powoduje tylko niepotrzebny stres i wątpliwości: „czy nie warto się szybko wycofać?!?”. Złoto i srebro to rynki dla wytrwałych inwestorów, którzy myślą w perspektywie kilkuletniej i nie wystraszą ich nawet tak drastyczne spadki jak 10% czy 20% w skali miesiąca, ponieważ wiedzą, że kruszce od dziesięcioleci przynoszą zyski.

czwartek, 29 listopada 2012

Ostatnio pisałem o tym, czy warto WSZYSTKIE swoje oszczędności zainwestować w złoto i srebro. Mam nadzieję, iż wyjaśniłem jasno, że nie. Ale w takim razie jaką dużą cześć dorobku swego życia powinno się trzymać w metalach szlachetnych i co zrobić z resztą?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Dorobić się można na wielu rzeczach. Nie ma jednej słusznej drogi. Jednak jeśli nie chce się osiągnąć zawrotnych zysków (lub zawrotnych strat), a jedynie zachować wartość nabywczą swoich pieniędzy, to warto przyjrzeć się jak właściciele szlacheckich fortun z Wielkiej Brytanii zdołali zachować ich wartość z pokolenia na pokolenie, choć inflacja przez ostatnie kilkadziesiąt lat nie spała.

Wydaje się, że w przypadku takich rodzinnych fortun panuje zasada: jedną trzecią trzymaj w ziemi, jedną trzecią w złocie, jedną trzecią w sztuce. Oczywiście część tych fortun jest przeznaczana na spekulację w papiery wartościowe, akcje itp., ale zdecydowaną większość rozdysponowano zgodnie z tą regułą, a więc około 30% w posiadłości ziemskie, 30% w sztaby złota, 30% w sztukę. Zwłaszcza przez ostatnie lata zagraniczne fundusze inwestujące w sztukę przyniosły największe zyski. Większe nawet niż złoto.

zyski funduszy inwestujących w sztukę w porównaniu z giełdą

Średnie roczne zyski funduszy inwestujących w sztukę w porównaniu z giełdą USA. Jasny kolor przedstawia średnią roczną z 50 lat, ciemny z 5 lat. źródło

Szczerze wierzę w skuteczność podziału swojego portfela na tego typu namacalne inwestycje. Może nie koniecznie w takich proporcjach, ale w taki rodzaj aktywów. Nie doradzam żadnych konkretnych zakupów, ponieważ dużo zależy od atrakcyjności konkretnych funduszy czy posiadłości. Warto jednak zdecydowaną większość swojego majątku ulokować w czymś innym niż akcje, obligacje czy fundusze nawet mimo tego, że w najbliższych miesiącach na tych rynkach mogą pojawić się wzrosty. Niestety uważam, że żyjemy w niebezpiecznych czasach i bałbym się trzymać swój majątek w domku z kart, którym są współczesne rynki finansowe.

Stara dobra zasada mówi, aby nie inwestować w coś, czego się nie rozumie, nawet gdyby było 90% szans na zyski. W dzisiejszych czasach chyba już nie ma osoby, która rozumiałaby wszystkie zależności i manipulacje jakie odbywają się na światowych giełdach. Wątpię aby ktokolwiek to ogarniał w całości i na wszelki wypadek lepiej się od tego odciąć.

Nie mam nic przeciwko inwestowaniu w akcje, ale nie w całe rynki akcji - nie w fundusze akcji i indeksy, lecz w konkretne spółki, które od wielu lat bardzo dobrze się zna od strony fundamentów lub wieloletniego doświadczenia w danej branży. A nawet w takim wypadku, nie należy inwestować zbyt wiele.

Podsumowując – moim zdaniem największą siłę nabywczą na przestrzenni wielu najbliższych lat zachowają namacalne inwestycje, które można dotknąć (ziemia, metale szlachetne, sztuka). Nie ma jasnych granic jaką część swojego dorobku należy ulokować w to czy w tamto, jednak nie powinno się mieć w złocie i srebrze więcej jak 30% swoich oszczędności. Uważam też, że każdy kto ma mniej niż 10% swoich pieniędzy ulokowanych w metalach szlachetnych naraża siebie i swoich bliskich na utratę wszystkiego w wyniku bankructw banków, skutków wojny z Iranem (która wisi na włosku) oraz paraliżu rynków finansowych.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5





Buy gold online - quickly, safely and at low prices

Przedstawione na tej stronie treści mają wyłącznie charakter edukacyjny i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych. Nie prowadzę tej strony, aby nakłaniać do inwestycji, lecz aby wyjaśnić powody, dla których złoto i srebro osiągną wysokie ceny. Moja teza brzmi: do 2020 roku (być może szybciej) złoto osiągnie cenę 5000 $, a srebro 400 $ za uncję.






................. reklama .................




..............................................




...............po reklamie ...............

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...