Pieniądz

środa, 05 września 2012

Co by się stało z ceną złota, gdyby dolar znów został powiązany z tym kruszcem, tak jak przed 1971 rokiem? Nikt do końca, nie wie, ale jest duże prawdopodobieństwo, że wzrosną znacznie ponad dzisiejszy kurs. Podam dwie prognozy cen złota na taką okoliczność: skrajnie optymistyczną i skrajnie pesymistyczną.

Prognozy te wyliczyłem na podstawie danych z 20 sierpnia 2012 roku tak, jakby standard złota miał zostać wprowadzony w tym dniu. Jeżeli w najbliższych latach bank centralny USA zdecyduje się powiększyć liczbę istniejących dolarów i przeprowadzić kolejne luzowanie ilościowe (QE), to podane poniżej ceny należałoby odpowiednio zwiększyć.

Wariant pesymistyczny

Gdyby wprowadzono jedynie częściowy standard złota, a więc gdyby złoto miało pokryć tylko część i to tylko papierowych dolarów, a nie tych zapisanych na kontach, to cena musiałaby się zawrzeć pomiędzy 1520-3800 $ za uncję w zależności od tego, jak dużą część dolarów miałoby pokryć złoto.

Przyrost papierowych dolarów w latach 1975-2012 (dane w miliardach)

Przyrost papierowych dolarów w latach 1975-2012 (dane w miliardach dolarów) (źródło)

To bardzo prosta matematyka. W USA wyprodukowano 1058 miliardów papierowych pieniędzy, a w skarbcach banku centralnego tego kraju jest 8133,5 ton złota (oficjalnie). Wystarczy podzielić jedno przez drugie i wychodzi cena 3800 $ przy pełnym standardzie złota i 1520 $ przy 40% standardzie. W ciągu ostatnich 150 lat historii nigdy nie było standardu złota gorszego niż 40%, a i tak wprowadzono go dopiero w wyniku tak nadzwyczajnego wydarzenia jakim była I Wojna Światowa, podczas której drukowano wiele pieniędzy na wydatki wojenne. Dlatego uznaję ten wariant za najbardziej pesymistyczny, choć 40% standard złota jest jak najbardziej możliwy.

Wariant optymistyczny

Ta opcja pojawi się tylko wtedy, gdy złoto będzie odpowiadać nie tylko wszystkim papierowym dolarom, ale także tym elektronicznym, a więc również debetom na rachunkach bankowych i obciążeniom na kartach kredytowych.

Jeżeli amerykański Kowalski idzie do sklepu i płaci tam kartą kredytową (a większość tak robi), to znaczy, że wydaje nieswoje pieniądze, ponieważ nie płaci ze swojego konta. Pieniądze, które w ten sposób wydaje, nie są drukowane w banku. To po prostu zapis elektroniczny. Jednak sprzedawca w sklepie otrzymuje dolary z karty Kowalskiego na swoje konto i może je wybrać w bankomacie. Nieistniejące elektroniczne dolary zamieniają się w prawdziwe. Dlatego niektórzy specjaliści uważają długi na kartach kredytowych i w kontach debetowych również za istniejące dolary. Ale to nie koniec.

Przyrost kredytów odnawialnych w latach 1965-2012

Przyrost kredytów odnawialnych w latach 1965-2012 (dane w miliardach dolarów) (źródło)

Jeżeli Kowalski wkłada 1000 dolarów na konto, to bank może te pieniądze pożyczyć komuś innemu, a więc brat Kowalskiego może pójść do banku wziąć na przykład 900 dolarów kredytu, a potem wydać je w supermarkecie. Czy to znaczy, że Kowalski nie ma już pieniędzy na koncie? Ależ skąd. W każdej chwili może pójść do bankomatu i wybrać swój tysiąc. Skąd bank weźmie jego pieniądze? Z tego samego miejsca, z którego na początku brał Amber Gold – od innych klientów, na przykład od właściciela supermarketu, który dzięki bratu Kowalskiego ma dodatkowe 900 dolarów na koncie. W ten sposób z 1000 dolarów na koncie robi się ich w obrocie znacznie więcej i tylko część istnieje w formie papierowej. Reszta to tylko zapisy na kontach i obietnice wypłaty. Dlatego można je również brać pod uwagę jako istniejące dolary. W terminologii bankowej określa się je nazwą M1.

Przyrost M1 w latach 1975-2012 (dane w miliardach dolarów)

Przyrost M1 w latach 1975-2012 (dane w miliardach dolarów) (źródło)

Jeśli zsumować M1, który wynosi obecnie 2321 miliardów dolarów oraz kredyty odnawialne (debety, karty kredytowe), które wynoszą 864,62 miliardy, to otrzymamy 3185,62 miliardów. Po podzieleniu tego przez rezerwy złota USA otrzymujemy cenę 12180 $ za uncję.

Wbrew pozorom nie jest to scenariusz science fiction, ponieważ złoto w ubiegłym wieku już kilkukrotnie osiągnęło poziom cen, który pokrywał M1 zsumowane z kredytami odnawialnymi. Raz w 1934, a potem w 1980 roku.

wtorek, 04 września 2012

Niedawno pisałem o tym, jak amerykański kongresmen chce przyzwyczaić ludzi do płacenia złotem. Okazuje się, że jego poglądy nie są zbyt ekscentryczne. Coraz więcej ludzi i instytucji podchodzi do tego pomysłu bardzo poważnie. Oto 4 przesłanki, które wieszczą powrót złota jako środka płatniczego.

1. Komisja od standardu złota

4 sierpnia pisałem o ponownym powiązaniu dolara ze złotem i przewidziałem w ten sposób nadchodzące decyzje polityków. Spodziewałem się jednak, że zajmie to trochę więcej czasu, a tu nie minął nawet miesiąc, a republikanie powołali komisję, która ma sprawdzić, na ile realne jest ponowne wprowadzenie standardu złota.

Przeczytaj XX-wieczną historię standardu złota

Standard złota to po prostu powiązanie papierowych pieniędzy ze złotem zgromadzonym w bankach centralnych, czyli założenie, że nie może istnieć więcej papierowych dolarów (lub innych walut) niż ilość złota zgromadzona w skarbcu banku centralnego. Skutkuje to ustaleniem sztywnej ceny złota, a więc zamiast spadków i wzrostów mielibyśmy jedną stałą cenę wyrażoną w dolarach. Pytanie tylko jaką? Tego nikt do końca nie wie, ale pewne jest, że znacznie wyższą niż obecne 1600 dolarów.

W następnym wpisie podam dwa możliwe warianty ceny: najbardziej optymistyczny oraz najbardziej pesymistyczny.

2. Utah pozwala płacić złotem

Władze pustynnego stanu w USA o nazwie Utah wprowadziły prawo, które pozwala płacić w sklepie złotem i srebrem. Sklep musi taką płatność przyjąć. Warunek jest tylko jeden – musi to być złoto lub srebro w postaci złotych lub srebrnych monet wyemitowanych przez władze federalne, a więc za wiedeńską złotą monetę nic kupić się nie da, ponieważ nie wytworzyła jej amerykańska mennica U. S. Mint.

 

Czy to znaczy, że ludzie rzucili się do supermarketów ze złotymi dolarówkami? Nie, ponieważ w supermarkecie jedno-uncjowa 50-dolarowa złota moneta jest warta 50 dolarów, choć sam metal, z którego ją wytworzono można sprzedać 32 razy drożej. Po prostu nikomu nie opłaca się płacić złotem w sklepie. Jednak taka decyzja władz ma kolosalne znaczenie, ponieważ eliminuje podatek od zysków kapitałowych od sprzedaży złota czy srebra, a do tego zmienia świadomość ludzi, którzy od 40 lat nie uważali złota i srebra za pieniądze, lecz tylko za metal do wyróbki pierścionków.

3. Dwie waluty w całym kraju

Kongresman i kandydat na prezydenta USA Ron Paul propaguje możliwość istnienia dwóch walut w USA. Jedną z nich byłby oczywiście dolar, a drugą metale szlachetne: złoto i srebro. Chce stworzyć warunki, w których obie formy płatności będą istnieć obok siebie, a każdy Amerykanin będzie mógł wybrać, z której chce korzystać.

Bez takiej możliwości dochodzi do rozmaitych absurdów. Na przykład na świecie istnieją banki, które umożliwiają założenie kont denominowanych w złocie i srebrze, tak jak na przykład w Polsce można otworzyć sobie konto walutowe w dolarach i płacić z niego kartą w polskich sklepach lub wyciągając z niego za pomocą bankomatu polskie złotówki. Jednak żaden Amerykanin nie może legalnie korzystać z takiego konta denominowanego w złocie. Ron Paul chce zakończyć taki stan rzeczy. Na razie inni kongresmeni nie zachwycili się jego pomysłem, jednak tak samo 10 lat temu byli przeciwni jego propozycjom kontrolowaniem FED-u, a teraz przegłosowali audyt tej instytucji.

4. Złoto stanie się dla banku najmniej ryzykownym aktywem zaraz po gotówce

I to moim zdaniem najważniejszy z czterech punktów. Istnieje coś takiego jak Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego. Uczestniczy w nim 27 państw, m. in. USA, Australia i kraje Unii Europejskiej. Komitet ten ustanawia międzynarodowe regulacje bankowe, które potem stają się prawem w poszczególnych krajach. Obecnie komitet pracuje nad regulacją BASEL III, w ramach której zaproponowano, aby złoto było zabezpieczeniem zerowego ryzyka tak jak gotówka. To oznacza, że banki zamiast trzymać gotówkę dla klientów, którzy chcieliby ją wypłacić, mogą również trzymać złoto.

Jeśli ta regulacja zostanie przyjęta, (a raczej nie widać argumentów, które mogłoby doprowadzić do jej odrzucenia) bankowcy będą mogli wybierać, czy wolą złoto czy waluty. Dlaczego to najważniejszy punkt? Ponieważ to banki i organy nadzoru finansowego ustalają, co jest legalnym pieniądzem, a co nie. Dlatego zasugerowanie tym instytucjom takiej możliwości jest ogromnym krokiem w stronę standardu złota, ponieważ ich pracownicy już nie tylko będą dopuszczać myśl o powrocie złota jako pieniądza, ale również z takiej opcji będą korzystać na co dzień w swoich bankach.

Wszystkie 4 przykłady funkcjonowania złota jako pieniądza nie dowodzą, że w najbliższych latach świat powróci do standardu złota. Są to jednak krople, które drążą tę skałę i mogą ją kiedyś wydrążyć.

 

piątek, 17 sierpnia 2012

Dolar z gry Monopol

Podpis: Jedyna różnica pomiędzy tymi dwoma banknotami to twoja wiara, że jeden jest bardziej wartościowy od drugiego.

Monopoly wymyślono w 1934 roku. Od tego czasu inflacja omijała dolary dołączone do tej gry szerokim łukiem. New York Avenue zawsze kosztowała 200$. Podobnie każda linia kolejowa. Ceny zakupów w Monopolu nie zmieniły się od prawie 80 lat.

Tak samo nie zmieniła się ilość pieniędzy dołączanych do gry. Dziecko otwierające pudełko z Monopoly w 1934 roku znalazło w nim tyle samo dolarów, co dziecko z 2007 roku. Oto jak niezmienianie ilości dostępnych pieniędzy wpływa na brak wzrostów cen.

Ten przykład wskazany przez Andrew Hoffmana może wydawać się niezbyt prawdziwy i niepoważny, ale doskonale opisuje realia rynku, podaż pieniądza i inflację. Kiedy wymyślano, ile pieniędzy musi się znaleźć w grze, wybrano taką kwotę, która pozwalała zakupić określoną ilość pól, domów i hoteli.

Gdy gracz stawia dom, to jednocześnie zwiększa liczbę rzeczy na planszy, czyli powiększa wartość kawałka świata, który sobie kupił. Z czasem zwiększa się także liczba pieniędzy w jego kieszeni. Pochodzą one z banku, który jest jak producent pieniędzy. Co jakiś czas dorzuca kilka stówek na rynek, czyli graczom. Dziś bank działa tak samo tworząc pieniądze poprzez system rezerw frakcyjnych. Różnica polega na tym, że w Monopolu bank ma określoną liczbę pieniędzy, a prawdziwe banki to worki bez dna. Mogą produkować więcej dolarów, funtów czy euro niż jest dostępnych dóbr, czyli domów, hoteli, czy działek budowlanych. To doprowadza do wzrostu ich cen, czyli czegoś, co w realiach gry Monopoly od prawie 80 lat nie jest możliwe.

W Monopolu można kupić 22 hotele, a dla graczy dostępnych jest zawsze łącznie 15 140 $. To znaczy, że każdy hotel jest wart średnio 688 $. Oczywiście tak jak w życiu wiele zależy od lokalizacji, ale taka jest średnia cena. Jeżeli zwiększy się liczbę dolarów w grze dwukrotnie, to średnia cena każdego każdego hotelu również wzrośnie dwa razy. I na tym polega inflacja. Jeśli domów nie przybywa, a przybywa pieniędzy, to rosną średnie rynkowe ceny tych domów, aut, ubrań, chleba i tak dalej.

Dziś na świecie gospodarka hamuje, mniej się produkuje, mniej buduje itd. Mimo to banki centralne drukują pieniądze. Powstaje ich więcej, więc ceny muszą wzrastać. Przecież za jednego dolara czy jedną złotówkę można obecnie kupić znacznie mniej niż 10 lat temu. Dziś za jednego dolara można kupić dokładnie 17,37 raza mniej rzeczy niż w 1934 roku, gdy powstał Monopol, czyli jeśli dziecko wtedy za sto lizaków płaciło 1 dolara, to dziś za taką liczbę słodyczy zapłaci 17,37 dolarów (źródło - kalkulator inflacji). Oznacza to również, że wartość dolara z Monopolu (podobnie jak lizaków) w tym czasie również wzrosła 17,37 razy, czyli o 1737%. Dolar staje się mniej warty, a dolar z Monopolu więcej.

Przyjdzie dzień, w którym za dolara nie będzie można nic kupić. Ani bułki, ani zapałki, ani centymetra sznurka. Człowiek, który przyjdzie do sklepu z jednym dolarem zostanie przez panią za ladą obrzucony takim samym wzrokiem jakby przyszedł z dolarem z Monopolu.

Co więcej, dolar z Monopolu może być znacznie więcej wart, ponieważ zyskuje na wartości kolekcjonerskiej. Dolarów do tej gry wyprodukowano na świecie miliony, podczas gdy prawdziwych tryliony, a więc dolary z Monopolu są rzadziej spotykanym dobrem, zatem mają większą wartość chociażby dla kolekcjonerów gier.

Prawdziwy dolar nieustannie traci na wartości. Jego wartość nabywcza się kurczy i kiedyś skurczy się do takiego poziomu, że pieniądze z Monopolu będą więcej warte.

Pieniądze tracą na wartości, podczas gdy rzeczy nie. Złoto i srebro są takimi rzeczami jak hotele czy domy. Warto je mieć, aby zabezpieczyć się przed inflacją. Nie ważne, czy cena złota jutro spadnie czy wzrośnie. Kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym inflacja doprowadzi do tego, że cena 5000 dolarów za uncję złota będzie zupełnie normalna, jak 17 dolarów za sto lizaków, choć w 1934 nikt nie zapłaciłby tyle za wór słodyczy.

niedziela, 05 sierpnia 2012

Uncja srebra była warta w starożytnym Rzymie 400 dolarów w przeliczeniu na dzisiejszą wartość nabywczą amerykańskiej waluty.

Nie chodzi wcale o wartość srebra w czasach zawieruch czy hiperinflacji. Mniej więcej taką wartość jedna uncja srebra utrzymywała przez ponad 200 lat trwania Republiki Rzymskiej od roku 211 r. p. n. e. aż do czasów Oktawiana Augusta. Potem wartość uncji srebra wyrażona w dzisiejszych dolarach wzrosła do ok. 460 dolarów*.

Denar z czasów Republiki Rzymskiej

Denar z czasów Republiki Rzymskiej

Srebrną monetę używaną w tych czasach nazywano denarem. Zawierała 4,5 grama srebra. Według zapisów z tamtego okresu jeden dzień pracy prostego robotnika był wart jednego denara. Dowód na to można znaleźć na przykład w Ewangelii św. Mateusza (20, 2). Analogicznie dziś jeden dzień pracy amerykańskiego robotnika na etacie kosztuje 58 dolarów, ponieważ tyle w USA wynosi federalna płaca minimalna. Jeśli 4,5 grama srebra było warte w Rzymie 58 dzisiejszych dolarów, to uncja (31,1 g.) kosztowała odpowiednio 400,84 dolarów.

Te obliczenia zakładają, że dzień pracy w Rzymie trwał osiem godzin, jak na dzisiejszym etacie, jednak w starożytności było to rzadkością. Przeważnie pracowano od rana do zmierzchu. Jeśli założyć, że denar był wart nie 8, lecz 12 godzin pracy, to wówczas wartość jednej uncji czystego srebra wyniosłaby aż 601,27 dolarów z 2012 roku.

A mimo to dziś na giełdach taka sama ilość srebra jest wyceniana na 27 dolarów.

650-letni wykres cen srebra. Kliknij aby powiększyć.

650-letni wykres cen srebra. Kliknij aby powiększyć.

Zarówno przykład denara jak i 650-letni wykres cen srebra pokazują jak bardzo ten metal jest obecnie niedowartościowany. Przez tysiące lat był znacznie więcej wart niż dziś. Jeśli inwestorzy uświadomią sobie jego wartość dla systemu monetarnego lub przemysłu, a zarazem zrozumieją jak niewiele go jest na ziemi, jego cena ulegnie ogromnym zmianom.

 

* Za czasów Oktawiana Augusta zdewaluowano denara obniżając w nim zawartość srebra do 3,9 grama.

 

sobota, 04 sierpnia 2012

Dziś złoto nie jest uważane przez większość ludzi za pieniądze, mimo że przez ostatnie kilka tysięcy lat było. Nikt nie płaci w supermarkecie złotymi czy srebrnymi monetami i raczej trudno uwierzyć, aby to się zmieniło. Jednak powoli wszystko idzie w tym kierunku.

Zanim papierowe pieniądze zastąpiły złote monety, najpierw przez wiele lat oba środki płatnicze istniały obok siebie. Na początku były tylko złote monety. Potem powstały noty bankowe, które działały jak czek – złote monety leżały w banku, a na targu można było zapłacić papierem, który upoważniał do odbioru tych monet. Z czasem coraz więcej ludzi korzystało z takich not bankowych (bank-note), podobnie jak dziś coraz więcej osób używa plastikowych kart. Ostatecznie ludzie zaczęli płacić tylko papierem, jednak aż do 1971 roku można było ten papier wymienić w banku centralnym na złoto.

Banknot 100-dolarowy z lat 1920-tych. Po lewej stronie widnieje napis, że banknot jest certyfikatem na złoto i można go wymienić na ten metal szlachetny według stałego kursu wymiany.

Banknot 100-dolarowy z lat 1920-tych. Po lewej stronie widnieje napis, że banknot jest certyfikatem na złoto i można go wymienić na ten metal szlachetny według stałego kursu wymiany. 

Od tego pamiętnego roku, w którym prezydent Nixon zlikwidował standard złota, przebyliśmy długą drogę aż do 2008 roku, czyli kryzysu. Jednak przyczyny dzisiejszych problemów ekonomicznych leżą poniekąd w decyzji Nixona, ponieważ pozwoliła ona na produkcję pieniędzy bez ograniczeń. Wcześniej mogło ich istnieć tylko tyle, ile złota w skarbcu. 

Odkąd liczba pieniędzy mogła się rozrastać bez oporów, przybywało kredytów, które również można było udzielać w ilości bez ograniczeń (czytaj wiecej...). Aż przyszedł dzień, w którym kredyty stały się tak wielkie, że aż niespłacalne, ponieważ nie ma takiej możliwosci zarabiania pieniędzy na świecie, aby spłacić wszystkie istniejące kredyty. Część z nich musi zostać anulowana, a to oznacza wymazanie pewnej ilości pieniędzy z istnienia, czyli w efekcie zabranie ich ludziom, firmom, podatnikom.

Gdyby istniało fizyczne ograniczenie w produkcji pieniędzy i kredytów, to do kryzysu by nie doszło. Standard złota pozwala ograniczać liczbę powstających pieniędzy na świecie do takiej ilości złota, jaką da się wydobyć spod ziemi, czyli do kilku procent rocznie, a nie kilkuset. Jednak nie można tak po prostu pewnego dnia powiedzieć – od dziś płacimy złotymi monetami. Można uchwalić takie prawo, ale najpierw wielu ludzi, zwłaszcza polityków, musi przyjąć takie rozwiązanie za dopuszczalne w swoich głowach. To bardzo długotrwały proces.

Można to porównać do każdej ogólnoświatowej zmiany, na przykład wprowadzania na rynek telefonów komórkowych. Najpierw istniały stacjonarne. Potem przez lata komórki były wykorzystywane tylko przez wojsko. Z czasem w latach 90-tych gdzieniegdzie można było zobaczyć jakiegoś biznesmena z telefonem przenośnym, jednak mało która rodzina taki posiadała, nawet jeśli mogła sobie na niego pozwolić. Jeśli już ktoś w domu miał telefon komórkowy, to na pewno nie po to, żeby rozmawiać z dziećmi, które wyszły do sklepu. Dziś prawie każdy członek rodziny ma komórkę. 

Zajęło to ponad 20 lat. Barierą nie była tylko cena tego sprzętu, ale sama świadomość ludzi, że każdy powinien mieć w rodzinie komórkę. Gdyby Twoja rodzina w latach 90-tych miała wystarczającą ilość pieniędzy na zakup telefonu komórkowego dla każdego członka, to uznałbyś to wtedy za dobry pomysł? Pewnie nawet by Ci to do głowy nie przyszło, tak samo jak dziś ludziom nie przychodzi do głowy płacenie w supermarkecie złotymi monetami. Wielkie zmiany wymagają małych kroków.

Wie o tym Ron Paul – amerykański kongresmen, który od 10 lat próbował w Izbie Reprezentantów USA przeforsować projekt, dzięki któremu kongresmeni będą mogli przeprowadzać audyty w FED, czyli centralnym banku USA. Zastanawiające, że jako polityk Ron Paul może mieć wgląd w tajne akta CIA czy Pentagonu, ale nie ma takiej możliwości w przypadku FED-u, który według amerykańskiego prawa jest organizacją prywatną, ma akcjonariuszy i wypłaca im dywidendę.

Ron Paul
Ron Paul


10 lat temu, gdy Ron Paul zgłosił swój projekt, nikt nie chciał o nim słyszeć, jednak przez ostatnią dekadę wciąż głośno przy każdej okazji wielokrotnie publicznie przedstawiał argumenty za wglądem w działania FED. Z czasem coraz więcej ludzi przyzwyczajało się do jego poglądów, a część zaczęła dostrzegać w nich sens, aż 25 lipca 2012 roku Izba Reprezentantów liczbą głosów 327 za w stosunku do 98 przeciw przyjęła jego projekt.

Nad jakimi jeszcze projektami od lat w podobny sposób pracuje Ron Paul? Na przykład nad standardem złota. I znów nie chce nikt o tym słuchać, jakby był to pomysł science fiction. No bo co? Mam chodzić do sklepu ze złotymi monetami?

Paul nie jest głupi. Wie, że nie wprowadzi standardu złota jednym projektem ustawy, dlatego jego strategia drobnych kroków zakłada coś zupełnie innego. Odpuszcza standardowi złota, likwidacji FED-u czy dolara i innym pomysłom uważanym przez większość ludzi za zbyt niedorzeczne, a próbuje umożliwić coś tak prozaicznego jak możliwość wyboru. Chce, aby każdy obywatel mógł wybrać, czy idąc dajmy na to do salonu samochodowego chce zapłacić za auto dolarami czy uncjami złota. Próbuje zrobić tak, aby każdy mógł według uznania wyłożyć na stół sprzedawcy 20.000 dolarów lub na przykład 12 uncji złota. 

Dziś nie jest to możliwe ze względów podatkowych. Jeśli kupiłeś jakiś czas temu 12 uncji złota za 10.000 dolarów i dziś tymi uncjami zapłacisz za samochód warty 20.000, to osiągasz zysk, od którego według prawa musisz zapłacić podatek. W przypadku płacenia dolarami nie ma podatku od zysku. Co więcej, jeśli w tym amerykańskim sklepie zapłaciłbyś w euro lub jenach, to też nie zapłaciłbyś żadnego podatku od zysków bez znaczenia za ile kupiłeś obcą walutę. Jednak w przypadku złota tak nie jest, bo złoto po prostu nie jest uznawane już za pieniądze, tylko za towar.

Ron Paul nie chce od razu wrócić do standardu złota, tylko do momentu, w którym złoto i waluty istnieją obok siebie na równych prawach, a każdy człowiek może wybrać, czego woli używać w sklepie. Wie, że to pierwszy krok, do przyzwyczajenia ludzi do złota jako pieniędzy podobnie jak biznesmen z ogromną komórką był pierwszym krokiem do przyzwyczajenia ludzi do widoku telefonu komórkowego w codziennym życiu.

Jeśli rząd zdejmie podatek od zysków kapitałowych przy zakupie i sprzedaży złota, to z czasem coraz więcej ludzi dostrzeże korzyści z płacenia złotem, na przykład ochronę przed dużą inflacją spowodowaną drukowaniem papierowych pieniędzy lub dostęp do środka płatniczego, który nie może być zablokowany przez banki w czasie ich bankructwa.

To byłby mały krok dla człowieka, ale wielki dla systemu monetarnego. Gdyby z czasem ten mały krok doprowadził do powrotu standardu złota, to złoto musiałby osiągnąć cenę równą kilkunastu tysięcy dolarów, aby odpowiadało wartością wszelkim istniejącym papierowym dolarom.

Ale znów wszystko sprowadza się do małych kroków. Moim zdaniem standard złota nie zostanie wprowadzony w takiej formie od razu. Najpierw powstanie częściowy standard złota, czyli na przykład złoto będzie według prawa musiało odpowiadać tylko części wszystkich dolarów istniejacych na świecie, na przykład 30 procentom. Tak czy inaczej oznacza to ogromny wzrost cen złota.

 
1 , 2 , 3





Buy gold online - quickly, safely and at low prices

Przedstawione na tej stronie treści mają wyłącznie charakter edukacyjny i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych. Nie prowadzę tej strony, aby nakłaniać do inwestycji, lecz aby wyjaśnić powody, dla których złoto i srebro osiągną wysokie ceny. Moja teza brzmi: do 2020 roku (być może szybciej) złoto osiągnie cenę 5000 $, a srebro 400 $ za uncję.






................. reklama .................




..............................................




...............po reklamie ...............

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...